Trening uzupełniający czyli: nie samym bieganiem człowiek żyje
 

>> Biali raperzy mają w zwyczaju mówić o sobie: “Moja dusza jest czarna”. To znak ich duchowej przynależności do muzycznych krewniaków z Ameryki. Zastanawiając się nad swoimi sportowymi pasjami mogę z całą pewnością powiedzieć: “Moje nogi są czarne”. Tak, kocham biegać i Kenijscy szybkobiegacze są moimi braćmi. Szkoda tylko, że Stwórca całą pulę biegowego talentu rzucił w kierunku Afryki, zapominając przy tym o mnie. Moja miłość do biegania przejawia się między innymi tym, że poza bieganiem inne sporty mogłyby w zasadzie nie istnieć. Dlatego moje rozważania o sportach uzupełniających będą niestety wykładem teoretycznym.

>> Dlaczego nie powinno się koncentrować jedynie na bieganiu (czy szerzej: na jednym sporcie). Po pierwsze – monotonia jest niewskazana. Rower czy pływanie znakomicie wpływają na poprawę wydolności układu oddechowego i na serce. Gdy zespołowe ćwiczą zwinność i sprawność ogólną. Biegi narciarskie – wzmacniają mięśnie górnych partii ciała. Tę listę można oczywiście wydłużać bez końca, ale wystarczy powiedzieć, że każdy sport wprowadzany do tygodniowego kalendarza wnosi jedną istotną wartość – pozwala organizmowi na znacznie szybszą regenerację niżby to miało miejsce podczas zupełnego odpoczynku. Dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego, że czasie aktywnego odpoczynku (czyli aktywności sportowej innej niż podstawowa – w naszym przypadku: bieganie) włókna mięśniowe pracują trochę inaczej, przez co szybciej usuwany jest z nich zalegający kwas mlekowy (który znamy pod postacią tak zwanych zakwasów) i następuje ich szybszy powrót do stanu sprzed wysiłku. Dlatego odczuwając wyraźne zmęczenie kończyn dolnych wywołane treningiem wykonanym w dniu poprzednim warto jest wybrać się na spacer czy wyjść na rower (że o basenie nie wspomnę). Gwarantuję, że taki dodatkowy wysiłek znakomicie wpłynie na stan Twoich mięśni.

>> Trening uzupełniający ma jeszcze jedną, dodatkową wartość. O ile bliscy nie zawsze dadzą się namówić na wspólny trening biegowy, o tyle namówienie ich na wyjście na rower, basen czy siłownię powinno być łatwiejsze. A nie ma nic przyjemniejszego niż wspólne, rodzinne wyprawy sportowe.

 

Autorem Marek Tronina, redaktor naczelny dwumiesięcznika „Bieganie”.